Zdrzemnęłam się na pół godziny, ale to mojemu mózgowi wystarczyło, by wygenerować, wyśnić przewspaniały sen. Bystry trochę inne, bardziej niezwykłe, magiczne jak to zwykle w snach miejsca magii i odmienności nabierają, górne bloki, a dokładnie zakręt koło bloku Ewki (niewtajemniczeni, przepraszam, że nie widzicie tego, co ja), śniegu po pas. Droga pokryta śniegiem. Brodzę w nim z jakimiś dziećmi, naokoło niewiele osób, ktoś jedzie skuterem nie wydającym żadnego dźwięku silnika, ktoś mknie na kick-sledżu (rodzaj sanek na których się jedzie odpychając jedną nogą od ziemi). I czuję, że czas w takich sceneriach nie gra roli a ta nieogarnięta biel to bezkres i spokój, wielki spokój. Uwielbiam Cię zimo, symbolu ciszy i innego wymiaru czasu, i cieszę się, że postanowiłaś na moment wrócić i zadowolić ostatkami swojej obecności, mimo że już prawie odeszłaś. Jesteś moją najdłuższą zimą w życiu i nie mam Cię dość – wiernością nacechowany nasz związek. A o jego sile świadczy ten krótki piękny sen, w którym jawi się moc mojej miłości do bieli Północy. Obrazy z Finnmarku i wspomnienia przeżyć jakie niosą to tylko jeden z powodów do marzeń, by tu jeszcze powrócić i przeżyć nie jedną zimę.
Droga na Nordkapp 21.02.2008

pięknie uleńko!,
taki pełny pasjii ten twój sen i jego opis… taki powiedziałbym literacki :)
ja ostatnio mało sypiam ;) buziaki